Adam, 10 lat

Adam bardzo długo nie potrafił nauczyć się jeździć na rowerze, chociaż bardzo chciał. W poprzednich latach próbował już kilkukrotnie, ale bezskutecznie. Dzięki współpracy naszych terapeutów z Adasiem i jego rodzicami, chłopiec postanowił ćwiczyć codziennie, a rodzice poczuli się zmotywowani do wspierania go w wysiłkach.

Początkowo robił to na podwórku. Rodzice doczepili mu dodatkowe kółka do roweru i uczył się jeździć dookoła drzewa. Po miesiącu nauczył się ruszać i hamować.

Rodzice zaczęli poluzowywać kółka, aż w końcu kółka odczepili, ale Adam jeździł dalej dookoła znanego sobie drzewa, a tata biegł obok i trzymał go za zamontowany do roweru kij. Bez kółek znów musiał się uczyć ruszać i hamować, bo przy dwóch kołach okazało się to znacznie trudniejsze. Minął kolejny miesiąc.

W końcu zaczął z tatą i kijem wyjeżdżać do w miarę bezpiecznego parku. Tu ogromną przeszkodą okazały się wszelkie nierówności, np. krawężniki, czy nierówne płyty chodnikowe. Tak upłynął trzeci miesiąc.

Gdy przestali używać kijka, długo uczył się ruszać i łapać równowagę. Poza tym cały czas otoczenia zmieniało się, pojawiali się ludzie, psy. Trzeba było gwałtownie hamować, czasem kogoś przepuścić, czasem z większą siłą nadepnąć na pedały. Po czterech miesiącach w końcu umiał jeździć narowerze.

Teraz chłopiec jeździ na długie, wielokilometrowe wycieczki rowerowe, oczywiście w towarzystwie rodziców i starszego brata. Nauka jazdy na rowerze była dla niego bardzo długą i żmudną pracą. Wykonywał ją dzień w dzień, bez względu na pogodę.